Rządzący poszukują oszczędności wszędzie, zamiast zająć się budżetem. Obecnie wyszli z propozycją, by sięgnąć po nasze oszczędności z Otwartych Funduszy Emerytalnych. Spowoduje to problemy z otrzymaniem świadczeń emerytalnych z ZUS-u.
Minister pracy, Jolanta Fedak i minister finansów, Jacek Rostowski dążą do obniżenia składek odprowadzanych do OFE. Obecni 20-latkowie i 30-latkowie uzyskają z ZUS znacznie niższe świadczenia, niż powinni. Zwiększy się liczba emerytów i tym samym Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłacać będzie tym osobom wyższe świadczenia. A wszystko przez to, że zamiast do OFE więcej składek trafiałoby do ZUS.
W trakcie rozmowy z „Dziennikiem Gazetą Prawną”, Jolanta Fedak zapowiedziała, iż chce od 1 stycznia 2011 r. wprowadzić nieco przekształcone reguły zbierania na przyszłą emeryturę:
Zapowiadane zmiany to tylko niewielka korekta mająca poprawić sytuację oszczędzających osób. Ubezpieczony nadal obowiązkowo będzie płacić składkę na ubezpieczenie emerytalne w wysokości 19,52 proc. tzw. podstawy wymiaru. Teraz część tej składki (7,3 proc. podstawy) odprowadzana jest przez ZUS do wybranego OFE. Proponujemy obniżenie tej składki do 3 proc. Takie rozwiązanie gwarantuje, że zostanie ograniczone ryzyko utraty części oszczędności w okresie dekoniunktury gospodarczej i zmaleją koszty systemu emerytalnego. (…) Nigdzie nie jest zapisane, że podstawą reformy emerytalnej jest obowiązek przekazywania ponad 1/3 składki do OFE. Jej podstawą jest indywidualne konto emerytalne. To dzięki informacjom tam zgromadzonym ubezpieczony będzie wiedzieć, ile pieniędzy zgromadził na koncie. Od tej wielkości będzie zależeć przyszła emerytura.
Pomysły Pani Minister nie zyskały poparcia ministra Michała Boniego. Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych zajęła podobne stanowisko i nie chce żadnych przekształceń w systemie emerytalnym.
Zakład Ubezpieczeń Społecznych wyjawił najnowsze prognozy wpływów i wydatków funduszu emerytalnego do 2060 roku. Wynika z niego jasno, że w ciągu najbliższych 20 lat emerytów w Polsce czekają ciężkie czasy. Deficyt funduszu emerytalnego w 2011 roku wyniesie 49,8 mld zł i będzie rósł, by uzyskać w 2030 roku rekordową kwotę ponad 83 mld zł (w cenach wyliczonych na 2009 rok). W sytuacji, gdy wysokość składki w OFE nie ulegnie zmianie, podobnie jak sposób obliczania emerytur, wtedy zabezpieczymy przyszłe wypłaty. ZUS kalkuluje także, iż w 2040 r. dofinansowania do emerytur zmaleją do 64 mld zł, a w 2060 do 34,8 mld zł. To mniej niż teraz, nie bacząc na gorszą sytuację demograficzną w kraju.
Agnieszka Chłoń-Domińczak ze Szkoły Głównej Handlowej uważa, iż poprawa wypłacalności systemu to efekt dwóch głównych czynników: oszczędzania w OFE i zmiany sposobu liczenia świadczeń.
Tłumaczy, że dzięki przelewaniu do ZUS zmniejszonych sum (36 proc. składki emerytalnej trafia do OFE), w przyszłości publiczny system będzie miał mniejsze zobowiązania, dlatego że część emerytury będzie wpływać z systemu kapitałowego.
Rada Gospodarcza pod kierownictwem Jana Krzysztofa Bieleckiego zgłosiła inną propozycję przebudowy systemu emerytalnego. Emerytury z OFE wypłacane przez ZUS bis, a świadczenia zarówno z I, jak i II filaru rozliczane będą według nowych tablic, które uwzględniają kolejne lata życia. Oznacza to, że emerytury mogą być niższe, niż zakładano.
W projekcie Rada odchodzi od poprzedniej koncepcji wypłaty świadczeń z II filaru. W styczniu 2009 roku prezydent zawetował ustawę, w której rząd chciał, by zakłady emerytalne się tym zajęły. Otrzymywać za to miały prowizję na poziomie 3,5 proc., natomiast wyższe świadczenia uzależnione będą od uzyskanych dochodów. Wtedy waloryzacja nie będzie obowiązywała. Rada Gospodarcza w swojej koncepcji zaburza dotychczasową logikę w tej sprawie.
Zarówno Rada, jak i minister pracy uważają, iż taki pomysł oznacza mniejsze wydatki dla emerytów, a tym samym większe świadczenia. Proponowane wcześniej zakłady emerytalne miały pobierać 3,5-procentową prowizję. Trzeba jednak pamiętać, że wypłata świadczeń przez ZUS też kosztuje – zauważa prof. Marek Góra, współtwórca reformy emerytalnej.
Paweł Pelc, ekspert ubezpieczeniowy, pragnie zwrócić uwagę na zagrożenia wynikające z zamierzeń Rady. Jego zdaniem istnieje duże prawdopodobieństwo, że politycy, wykorzystają środki na emerytury do innych celów, gdy tylko zabraknie funduszy. Słabym punktem tej koncepcji jest też brak zabiegania o pieniądze emeryta.
Dotychczasowe koncepcje stanowiły, że będą o nie konkurować podmioty prywatne. Za każde otrzymane 1000 zł miały one udzielać dożywotnio świadczeń w różnej wysokości. Oprócz tego miały poręczać, że świadczenie wypłacane będzie do końca życia emeryta w takiej wysokości, jaką obiecano. Projekt Rady zakładał, iż wyłącznie państwo będzie odpowiedzialne za wypłatę.
Zmiany proponowane przez polityków wywołują zawsze sprzeczne emocje i niepewność. Ciągłe zmiany w systemie emerytalnym wpływają negatywnie na wysokość naszej składki wpłacanej do ZUS. Propozycje Jolanty Fedak w sprawie zmniejszenia wpływów do OFE na rzecz ZUS oraz projekty Rady Gospodarczej o przebudowie systemu emerytalnego, odbijają się niekorzystnie na każdym płatniku składek do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.