Wypłaty przyszłych emerytur – czy zabraknie środków?
Obecnie emerytury pobiera około pięć milionów Polaków. Istnieje realne zagrożenie, że już we wrześniu 2010 roku może zabraknąć środków na wypłaty tych świadczeń. ZUS jest coraz bardziej zadłużony i niestety nie widać szans na poprawę tej sytuacji. Jednak pięć milionów osób pobierających emerytury w Polsce chce otrzymać należne im pieniądze, mimo iż nie zawsze wystarczają na pokrycie wszystkich wydatków, czy zaspokojenie podstawowych potrzeb. A co z przyszłymi emerytami?
O kryzysie w naszym rodzimym ZUS-ie mówi się od dawna. Niewiele jednak słychać o tym, jak usprawnić i poprawić wydolność finansową ZUS, nie mówiąc już o zmniejszeniu zadłużenia. Szacuje się, iż długi Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynoszą około półtora miliarda złotych. To ogromna kwota, nawet dla tak dużej instytucji. Natomiast miesięczna suma na wypłaty emerytur równa się około 12 miliardom złotych. Niedopuszczalna jest sytuacja, gdy pięć milionów emerytów może nie otrzymać należnych oraz niezbędnych do życia środków. Jak do tego doszło?
System emerytalny opiera się na zasadzie, że osoby pracujące odprowadzają składki do ZUS, a z tych pieniędzy są finansowane wypłaty bieżących emerytur. Tymczasem w naszym kraju maleje liczba osób aktywnych zawodowo, przy jednoczesnym zwiększaniu się liczby osób pobierających emeryturę. W konsekwencji ZUS nie jest już w stanie pokryć ogromnych wydatków na emerytury z własnych środków i zasilany jest z budżetu państwa. Szacuje się, iż w tym roku państwo dopłaciło już zawrotną kwotę 37,9 miliarda złotych. A to dopiero połowa roku, więc należy się spodziewać kolejnych dopłat. Jak by nie patrzeć, to naszymi pieniędzmi rząd próbuje wspomagać niewydolny ZUS.
Ministerstwo Pracy prognozuje, iż dotacja budżetowa, przewidziana na 2010 rok, dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych w celu uzupełnienia środków na wypłaty świadczeń, ulegnie wyczerpaniu już we wrześniu bieżącego roku. Nie jest to dobra wiadomość dla osób pobierających świadczenia emerytalne z ZUS. Jednak wiceminister pracy, Bożena Diaby uspokaja, że pieniądze na emerytury muszą się znaleźć i wypłaty będą realizowane na czas.
Skąd ZUS otrzyma pieniądze? Minister pracy, Jolanta Fedak chce pobrać środki z Funduszu Rezerwy Demograficznej, który posiada pieniądze między innymi z naszych składek oraz prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. Obecnie FRD dysponuje sumą 10 miliardów złotych. Natomiast Jolanta Fedak chce odebrać aż 7,5 miliarda złotych, czyli większą część uzbieranej przez FRD kwoty. Czy to dobre posunięcie?
Pomysł ten budzi ostry sprzeciw organizacji „Pracodawcy RP”, która uważa takie działanie za przedwczesne i krótkowzroczne. FRD nie jest kasą zapomogowo-pożyczkową, której zadaniem jest zasypywanie dziury budżetowej powstałej w wyniku złego zarządzania finansami publicznymi i zaniechaniem koniecznych reform emerytalnych – uważają pracodawcy.
Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Polskich „Lewiatan”, mówi, że suma 10 miliardów złotych w FRD jest rezerwą na lata 2020 – 2025, kiedy to liczba płatników składek będzie się jeszcze bardziej pomniejszać, natomiast liczba emerytów znacznie wzrośnie. Zresztą już teraz wydatki z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych są coraz wyższe i przekraczają wpływy ze składek. Jak widać reforma systemu emerytalnego jest koniecznością. W innym wypadku za kilka, kilkanaście lat zupełnie zabraknie środków na wypłaty świadczeń emerytalnych, także budżet państwa nie będzie w nieskończoność dopłacał. Czy realny jest kryzys demograficzny?
Prognozuje się, iż liczba emerytów będzie systematycznie rosła, natomiast zmniejszać się będzie liczba pracujących osób, których składki będą pokrywać wypłaty emerytur. Główny Urząd Statystyczny wyliczył, że obecnie na 1000 osób w wieku produkcyjnym przypada średnio 250 osób w wieku poprodukcyjnym. W 2030 roku liczba ta wyniesie 462, a w 2050 będzie to ponad 750 osób w wieku poprodukcyjnym. Tym samym w przyszłości ZUS nie będzie w stanie sprostać tym wydatkom. I właśnie wtedy może przydać się FRD.
Środki Funduszu Rezerw Demograficznych mają służyć wyłącznie celem uzupełnienia niedoborów w systemie emerytalnym, zaistniałych z przyczyn demograficznych. FRD istnieje od 2002 roku i zarządza nim ZUS. Wcześniej (do 2009 r.) Fundusz Rezerw Demograficznych zasilany był w większości ze składek emerytalnych (czyli z naszej kieszeni). Natomiast od 2009 r. wpływają do niego także pieniądze uzyskane z prywatyzacji i jednocześnie jest jedynym funduszem ZUS, który rozporządza realną gotówką, a nie zapisem księgowym.
O kiepskiej wydolności finansowej ZUS mówiło i mówi się wiele. Podobnie, jak o konieczności reformy emerytalnej. Niewiele jednak się robi, by to zmienić. Nie da się ukryć, że przyszłych emerytów czekają trudne czasy, a obecni także nie mają powodów do radości. Podobno Ministerstwo Pracy chce w najbliższym czasie przedstawić projekt, który zakłada zmniejszenie składek odprowadzanych do OFE z 7,3 proc. do 3 proc. naszych miesięcznych zarobków brutto. Oczywiście pozostała część trafiałaby do ZUS. Można z góry przewidzieć, że propozycje te budzą sprzeciw zarówno ekonomistów, jak i pracodawców. Póki co, osoby aktywne zawodowo, jak i emeryci zdani są na łaskę państwa. Kto przezorniejszy, ten korzysta z III filaru, bądź w dowolny sposób odkłada pieniądze, jednak, jak widać, taki sposób zabezpieczenia przyszłości nie cieszy się dużą popularnością.
Powielanie oraz rozpowszechnianie treści kompletnych lub jakiejkolwiek części umieszczonych artykułów, łącznie z kopiowaniem i fotokopiowaniem, przenoszeniem na łączniki elektroniczne, a także zamieszczanie w Internecie bez pisemnej zgody Administratora portalu jest surowo zabronione pod groźbą kary oraz może być ścigane prawnie.

