Archiwum dla Lipiec, 2010

Wypłaty przyszłych emerytur – czy zabraknie środków?

Obecnie emerytury pobiera około pięć milionów Polaków. Istnieje realne zagrożenie, że już we wrześniu 2010 roku może zabraknąć środków na wypłaty tych świadczeń. ZUS jest coraz bardziej zadłużony i niestety nie widać szans na poprawę tej sytuacji. Jednak pięć milionów osób pobierających emerytury w Polsce chce otrzymać należne im pieniądze, mimo iż nie zawsze wystarczają na pokrycie wszystkich wydatków, czy zaspokojenie podstawowych potrzeb. A co z przyszłymi emerytami?

O kryzysie w naszym rodzimym ZUS-ie mówi się od dawna. Niewiele jednak słychać o tym, jak usprawnić i poprawić wydolność finansową ZUS, nie mówiąc już o zmniejszeniu zadłużenia. Szacuje się, iż długi Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynoszą około półtora miliarda złotych. To ogromna kwota, nawet dla tak dużej instytucji. Natomiast miesięczna suma na wypłaty emerytur równa się około 12 miliardom złotych. Niedopuszczalna jest sytuacja, gdy pięć milionów emerytów może nie otrzymać należnych oraz niezbędnych do życia środków. Jak do tego doszło?

System emerytalny opiera się na zasadzie, że osoby pracujące odprowadzają składki do ZUS, a z tych pieniędzy są finansowane wypłaty bieżących emerytur. Tymczasem w naszym kraju maleje liczba osób aktywnych zawodowo, przy jednoczesnym zwiększaniu się liczby osób pobierających emeryturę. W konsekwencji ZUS nie jest już w stanie pokryć ogromnych wydatków na emerytury z własnych środków i zasilany jest z budżetu państwa. Szacuje się, iż w tym roku państwo dopłaciło już zawrotną kwotę 37,9 miliarda złotych. A to dopiero połowa roku, więc należy się spodziewać kolejnych dopłat. Jak by nie patrzeć, to naszymi pieniędzmi rząd próbuje wspomagać niewydolny ZUS.

Ministerstwo Pracy prognozuje, iż dotacja budżetowa, przewidziana na 2010 rok, dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych w celu uzupełnienia środków na wypłaty świadczeń, ulegnie wyczerpaniu już we wrześniu bieżącego roku. Nie jest to dobra wiadomość dla osób pobierających świadczenia emerytalne z ZUS. Jednak wiceminister pracy, Bożena Diaby uspokaja, że pieniądze na emerytury muszą się znaleźć i wypłaty będą realizowane na czas.

Skąd ZUS otrzyma pieniądze? Minister pracy, Jolanta Fedak chce pobrać środki z Funduszu Rezerwy Demograficznej, który posiada pieniądze między innymi z naszych składek oraz prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. Obecnie FRD dysponuje sumą 10 miliardów złotych. Natomiast Jolanta Fedak chce odebrać aż 7,5 miliarda złotych, czyli większą część uzbieranej przez FRD kwoty. Czy to dobre posunięcie?

Pomysł ten budzi ostry sprzeciw organizacji „Pracodawcy RP”, która uważa takie działanie za przedwczesne i krótkowzroczne. FRD nie jest kasą zapomogowo-pożyczkową, której zadaniem jest zasypywanie dziury budżetowej powstałej w wyniku złego zarządzania finansami publicznymi i zaniechaniem koniecznych reform emerytalnych – uważają pracodawcy.

Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Polskich „Lewiatan”, mówi, że suma 10 miliardów złotych w FRD jest rezerwą na lata 2020 – 2025, kiedy to liczba płatników składek będzie się jeszcze bardziej pomniejszać, natomiast liczba emerytów znacznie wzrośnie. Zresztą już teraz wydatki z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych są coraz wyższe i przekraczają wpływy ze składek. Jak widać reforma systemu emerytalnego jest koniecznością. W innym wypadku za kilka, kilkanaście lat zupełnie zabraknie środków na wypłaty świadczeń emerytalnych, także budżet państwa nie będzie w nieskończoność dopłacał. Czy realny jest kryzys demograficzny?

Prognozuje się, iż liczba emerytów będzie systematycznie rosła, natomiast zmniejszać się będzie liczba pracujących osób, których składki będą pokrywać wypłaty emerytur. Główny Urząd Statystyczny wyliczył, że obecnie na 1000 osób w wieku produkcyjnym przypada średnio 250 osób w wieku poprodukcyjnym. W 2030 roku liczba ta wyniesie 462, a w 2050 będzie to ponad 750 osób w wieku poprodukcyjnym. Tym samym w przyszłości ZUS nie będzie w stanie sprostać tym wydatkom. I właśnie wtedy może przydać się FRD.

Środki Funduszu Rezerw Demograficznych mają służyć wyłącznie celem uzupełnienia niedoborów w systemie emerytalnym, zaistniałych z przyczyn demograficznych. FRD istnieje od 2002 roku i zarządza nim ZUS. Wcześniej (do 2009 r.) Fundusz Rezerw Demograficznych zasilany był w większości ze składek emerytalnych (czyli z naszej kieszeni). Natomiast od 2009 r. wpływają do niego także pieniądze uzyskane z prywatyzacji i jednocześnie jest jedynym funduszem ZUS, który rozporządza realną gotówką, a nie zapisem księgowym.

O kiepskiej wydolności finansowej ZUS mówiło i mówi się wiele. Podobnie, jak o konieczności reformy emerytalnej. Niewiele jednak się robi, by to zmienić. Nie da się ukryć, że przyszłych emerytów czekają trudne czasy, a obecni także nie mają powodów do radości. Podobno Ministerstwo Pracy chce w najbliższym czasie przedstawić projekt, który zakłada zmniejszenie składek odprowadzanych do OFE z 7,3 proc. do 3 proc. naszych miesięcznych zarobków brutto. Oczywiście pozostała część trafiałaby do ZUS. Można z góry przewidzieć, że propozycje te budzą sprzeciw zarówno ekonomistów, jak i pracodawców. Póki co, osoby aktywne zawodowo, jak i emeryci zdani są na łaskę państwa. Kto przezorniejszy, ten korzysta z III filaru, bądź w dowolny sposób odkłada pieniądze, jednak, jak widać, taki sposób zabezpieczenia przyszłości nie cieszy się dużą popularnością.

Powielanie oraz rozpowszechnianie treści kompletnych lub jakiejkolwiek części umieszczonych artykułów, łącznie z kopiowaniem i fotokopiowaniem, przenoszeniem na łączniki elektroniczne, a także zamieszczanie w Internecie bez pisemnej zgody Administratora portalu jest surowo zabronione pod groźbą kary oraz może być ścigane prawnie.

Większa emerytura, ale dłuższy okres pracy

Od dłuższego czasu nie ustają zawirowania i dyskusje wokół systemu ubezpieczeń społecznych. Ministerstwo wytrwale dąży do zmiany ostatniej ustawy z 1999 roku, która ustaliła trójdzielny sposób odkładania na przyszłą emeryturę (ZUS, OFE, oraz tzw. III filar). Według najnowszych danych, zachodzi potrzeba wydłużenia czasu pracy, a tym samym przesunięcia wieku przechodzenia na emeryturę. Warto zauważyć, iż dłuższa aktywność zawodowa oznacza większą emeryturę, ale w konsekwencji krótszy okres jej pobierania. Jednak nikt nie chce zmian kosztem dotychczasowych przywilejów. Pojawia się pytanie: czy dłuższy okres pracy rzeczywiście sprzyja obecnym pracownikom?

Na podstawie ostatnich badań i analiz zauważono, że państwowy budżet dopłaca coraz większe kwoty do wypłat emerytur. Niestety ZUS nie dysponuje innymi pieniędzmi, niż wpływy ze składek odprowadzanych przez pracowników i przedsiębiorców. Natomiast nie są to środki wystarczające na pokrycie wszystkich wypłat, stąd pomoc z budżetu państwa. Nie da się ukryć, iż system jest niewydolny, a taki sposób działania nie może trwać przecież w nieskończoność. Jednak, by zmienić, polepszyć, czy usprawnić wydolność Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, urzędnicy chętnie sięgną do naszej kieszeni. W praktyce będzie to oznaczać zwiększenie kwoty odprowadzanych składek lub wydłużenie okresu pracy.

Środki, które ZUS przeznacza na świadczenia emerytalne, pochodzą dokładnie z portfela każdej pracującej i prowadzącej własną działalność osoby. Obecnie ZUS jest finansowany z naszych składek emerytalnych oraz dopłat z budżetu państwa. Należy zauważyć, iż dzisiejszy system emerytalny, mimo dogłębnej reformy w 1999 roku, nadal wypłaca pieniądze w tzw. systemie repartycyjnym. System ten opiera się właśnie na umowie pokoleniowej, gdzie pokolenie pracujące finansuje emerytury z bieżących składek. Niestety największą wadą takiego rozwiązania jest duże wyczulenie na stale postępujący proces starzenia się społeczeństwa. Wygląda na to, że przybywa emerytów, natomiast nie zwiększa się odpowiednia liczba pracujących osób, które finansują wypłacanie emerytur. Dlatego ZUS jest zmuszony korzystać z państwowej kasy, by otrzymać finansowe wsparcie i zachować ciągłość wypłat.

Kolejnym systemem, działającym równolegle z ZUS, jest system kapitałowy, oparty na OFE. Każdy pracownik, za pośrednictwem ZUS, regularnie wpłaca składki na własne konto w wybranym funduszu emerytalnym, który w przyszłości będzie wypłacał mu emeryturę. Ogromną zaletą tego systemu jest jego odporność na starzenie się społeczeństwa oraz bezrobocie, niestety bardziej wyczulony jest już na wszelkie kryzysy gospodarcze i zawirowania na rynkach finansowych.

Jeszcze jedną formą oszczędzania na emeryturę jest tzw. III filar, który obejmuje Pracownicze Programy Emerytalne (PPE) oraz Indywidualne Konta Emerytalne (IKE). Do tego można zaliczyć także wszelkie inne formy dobrowolnego odkładania na emeryturę. Powszechnie jednak wiadomo, że niewiele osób korzysta z tej możliwości. Nie jest to atrakcyjna oferta dla osób, którzy osiągają niewielkie dochody. Także dobrowolność takiego oszczędzania nie budzi konieczności wpłacania pieniędzy na PPE, IKE, czy inne konta.

W naszym kraju średni okres aktywności zawodowej społeczeństwa, na przestrzeni kilkunastu lat, prawie się nie zmienił. Trzeba dodać, iż obecnie przeciętna kobieta odchodzi z rynku pracy w wieku 54 lat, a statystyczny mężczyzna w wieku 59 lat. Podczas, gdy ustawowy wiek emerytalny wynosi dla kobiet 60 lat, a dla mężczyzn 65 lat. Szybsze przechodzenie na emeryturę nadal związane jest z ustawowymi uprawnieniami wielu grup pracowniczych. Nawet systematyczne odbieranie tych przywilejów, co prawda wydłuży okres aktywności zawodowej, ale niestety potrwa to bardzo długo.

Zauważono także proces nieustannego zwiększania się średniej długości życia, a co za tym idzie, wydłużenia okresu pobierania emerytury. Tym samym składki osób pracujących po prostu nie są w stanie pokryć wszystkich wydatków na wypłaty emerytur i ZUS jest coraz bardziej dofinansowywany właśnie z budżetu państwa. Tymczasem w systemie kapitałowym (wypłat z OFE) bezpośrednim skutkiem dłuższego życia jest wypłata coraz niższych świadczeń. Dlatego nieuniknione będzie w niedalekiej przyszłości wydłużenie okresu zatrudnienia.

Wydłużenie wieku emerytalnego jest konieczne. Musi to być jednak proces bardzo rozciągnięty w czasie. Ale nie jest prawdą, że Polacy protestują przeciwko wydłużeniu wieku emerytalnego. Zachowania starych przepisów chcą jedynie osoby na kilka lat przed emeryturą. Dzisiejsi trzydziestolatkowie zazwyczaj nie mają nic przeciwko temu – twierdzi Joanna Kluzik-Rostkowska, była minister pracy.

Minister finansów, Jacek Rostowski, jest zagorzałym zwolennikiem późniejszego przechodzenia na emeryturę, lecz nie widzi konieczności zmian w ustawie i odgórnego podwyższania wieku emerytalnego. Uważa, iż obecny system emerytalny powinien zachęcać ludzi do dłuższej aktywności zawodowej. Rzeczywiście zdarza się, że niektóre osoby, które osiągnęły już wiek emerytalny, nie przechodzą na emeryturę. Dla nich korzystniejsze jest pobieranie wysokiego wynagrodzenia, niż zadowolenie się o wiele niższą emeryturą.

Wygląda na to, że nieprędko uda się rozwiązać wszystkie niedociągnięcia reformy emerytalnej sprzed 11 lat. Obecni, bądź przyszli emeryci jeszcze długo będą z niepokojem obserwować dyskusje o systemie emerytalnym. Osobom aktywnym zawodowo pozostaje wybór: czy skorzystać z wcześniejszej emerytury i otrzymywać dłużej niewysokie świadczenie, czy pracować nawet po przekroczeniu wieku emerytalnego, ale za to pobierać wyższą emeryturę krócej? Póki co, każdy ma możliwość decydować samodzielnie o długości zatrudnienia, gdyż rząd nie spieszy się z rozwiązaniem tej kwestii.

Powielanie oraz rozpowszechnianie treści kompletnych lub jakiejkolwiek części umieszczonych artykułów, łącznie z kopiowaniem i fotokopiowaniem, przenoszeniem na łączniki elektroniczne, a także zamieszczanie w Internecie bez pisemnej zgody Administratora portalu jest surowo zabronione pod groźbą kary oraz może być ścigane prawnie.

Spór o Otwarte Fundusze Emerytalne – ciąg dalszy

Niedawno pojawiły się doniesienia o kolejnym pomyśle, dotyczącym polskiego systemu emerytalnego, ministrów: Jolanty Fedak i Jacka Rostowskiego, by przenosić składki z OFE do ZUS. Według głównych założeń każdy miałby szansę dobrowolnie o tym decydować. Ponadto ministrowie dążą do obniżenia składek przekazywanych Otwartym Funduszom Emerytalnym. Zmiany te stawiają w niekorzystnym świetle sens reformy sprzed 11 lat. Przedstawiane propozycje budzą wiele kontrowersji i pojawia się pytanie: jak będą one sprzyjać obecnym i przyszłym emerytom?

Od publicznego wystąpienia Minister Pracy nie cichną głosy w tej sprawie. Coraz częściej słychać słowa krytyki tego projektu. Uważa się, iż to premier powinien zakończyć spór o reformę emerytalną. Podejrzliwość wzbudza fakt, że Jolanta Fedak doszła do porozumienia z ministrem finansów – Jackiem Rostowskim, który chce załatać pieniędzmi z OFE deficyt budżetowy. Wątpliwa jest więc troska o nasze emerytury, a bardziej prawdopodobnym motywem zmian jest naprawianie budżetu środkami z OFE. Tylko co będzie za kilka, kilkanaście lat, gdy emerytów przybędzie? Skąd wezmą się pieniądze na godne emerytury dla tych ludzi?

W styczniu pojawił się projekt, który zakładał częściową likwidację OFE przez uniemożliwienie powrotu ubezpieczonych do ZUS, a także pozbawienie OFE większości składek. W ten sposób całkowicie zakwestionowano sens dotychczasowej reformy. Od pół roku ministrowie szukają sposobu na likwidację OFE, nie zważając wcale na emerytów. A sami zainteresowani pewnie pogubili się już w tych sprzecznych, czy wykluczających się projektach reform. Możemy jednak być pewni, że obniżenie składek do OFE spowoduje wypłacanie niższych emerytur w przyszłości.

Mimo, iż Otwarte Fundusze Emerytalne do tej pory słabo pomnażały nasze pieniądze, warto dać im szansę. Nieprzychylne wypowiedzi Minister Pracy i jej projekty zmian zapewne zmotywują OFE do efektywniejszego działania i zarządzania powierzonymi środkami. Obecny model odprowadzania składek na emeryturę jest zdecydowanie lepszy niż monopol ZUS. Likwidacja, czy degradacja OFE zniweluje jedynie dotychczasową reformę.

Jolanta Fedak zachwala nowy projekt, który niby gwarantuje wyższe i bezpieczniejsze świadczenia. Trudno jednak w to uwierzyć, gdyż wpłacając składki i umieszczając wszystkie aktywa tylko na jednym instrumencie zwiększa się ryzyko niepomnażania, a nawet utraty części środków. Dodatkowo nie są to obligacje skarbowe, lecz księgowe zobowiązania skarbu państwa.

Ministrowie (Fedak i Rostowski) przekonują, że zabranie składek Otwartym Funduszom Emerytalnym tak naprawdę niczego nie zmieni, gdyż kwoty te zostaną zapisane na indywidualnych kontach w ZUS. W przypadku OFE jednak są to realne pieniądze, którymi dysponują i aktywnie zarządzają, np. w postaci akcji, obligacji. Gdy pieniądze trafiają do ZUS, otrzymujemy jedynie wirtualny zapis księgowy, zamiast pieniędzy. Jeśli płatnikom składek zostało niewiele lat do emerytury, wolą mieć realne pieniądze w OFE niż wirtualne w ZUS. Zresztą jaką mamy gwarancję, że za jakiś czas inny minister nie zaneguje tych wszystkich „wirtualnych zapisów”?

Argumentem za likwidacją Otwartych Funduszy Emerytalnych było twierdzenie, iż budżet do nich dopłaca. Natomiast w praktyce wygląda to tak, iż wymagający coraz większych dotacji ZUS zbiera składki, by przekazać je do OFE. Tak więc budżet dopłaca do państwowego systemu ubezpieczeń społecznych. Składki do ZUS są zbyt małe na pokrycie wypłat emerytur, jednak we wszystkich propozycjach wysuwanych przez ministerstwo brakuje realnych i mądrych pomysłów na usprawnienie wydolności finansowej ZUS.

Proponowane zmiany w rzeczywistości oznaczają zastąpienie jawnego deficytu budżetowego – ukrytymi zobowiązaniami emerytalnymi ZUS. Mogą ujawnić się one za innych rządów i spowodować wiele szkód. Nie można oprzeć się wrażeniu, że spór o reformę emerytalną dotyczy głównie tego, czy ma być ona kontynuowana, czy zakończona i zanegowana. Nikt nie dąży do jej poprawy, by służyła obecnym i przyszłym emerytom. I pewne jest to, że jeśli nic się nie zmieni, czekają nas długie miesiące przepychanek, które zanegują wiarygodność i zaufanie do ubezpieczeń społecznych.

Profesor Krzysztof Rybiński stawia pytanie: czy gorsza jest nieprzewidywalność rynków finansowych, czy polityków? Ryzykiem finansowym OFE można zarządzać, ale ryzyko polityczne zmian w systemie emerytalnym jest kompletnie nieprzewidywalne. Nam, płatnikom składek, pozostaje przyglądać się i bacznie śledzić wszelkie zmiany proponowane przez ministrów.

Zdaniem Andrzeja Sadowskiego z Instytutu im. A. Smitha, nie jest to żaden korzystny wybór dla płacących składki. Jego zdaniem prawdziwy wybór polegałby na tym, że osoba, która wycofała się z OFE, sama mogłaby zarządzać swoimi składkami, a do ZUS wpłacałaby i tak ponad 12-proc. składkę.

Możliwość rezygnacji z oszczędzania w Otwartych Funduszach Emerytalnych dla wszystkich, możliwość jednorazowej wypłaty oszczędności emerytalnych przed przejściem na emeryturę, zmniejszenie składki przekazywanej do OFE – to najnowsze pomysły resortu pracy. Nie spotkały się one z akceptacją ministra Michała Boniego, a także Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych oraz Polskiej Izby Ubezpieczonych.

Dodatkowo swój sprzeciw jawnie głoszą publicyści, między innymi Piotr Aleksandrowicz (szef działu biznes „Newsweek Polska”). Nie są oni odosobnieni w swoich sądach, gdyż obecni i przyszli emeryci także nie są przychylni pomysłom minister Fedak. Ciągłe propozycje zmian w systemie emerytalnym wprowadzają dezorientację i niepokój, a to ostatnia rzecz, której potrzebują przyszli i obecni emeryci.